środa, 4 stycznia 2012
Żmudna praca odkrywania na nowo przyjemności w najmniejszych gestach i zdarzeniach. Dzień pod hasłem szukania spokoju we wszystkim co się dzieje, czyżby wynik wczorajszej medytacyjnej jogi i długiego stania w niewygodnych pozycjach? Czy rzeczywiście ma to tak szybkie przełożenie na rzeczywistość? Nie wiem, ale czuję się bardziej akceptująca. Pierwszy raz prowadziłam samochód w ruchu ulicznym i pierwszy raz (w końcu) odkryłam na czym polega adho-mukha-svanasana. Dwa wielkie, zaskakujące odkrycia codzienności. Staram się zmienić swój tor myślenia z założenia, że tylko wielkie i ambitne rzeczy dają mi stabilność, pewność siebie i energię do działania. Szukam tego w misce zupy, którą jem, w długich spacerach, przyglądaniu się, znów sporo czytam. Powoli czuję, że mam w środku stabilną siłę do działania. Zaskoczenie tym, jak łatwo było opaść kompletnie z sił i jak trudno je teraz wygenerować. To znaczy. Łatwo mogłabym zerwać się do jakiegoś sprintu znów. Ale zatrzymałabym się szybko, tym bardziej zmęczona. Zaskoczenie tym, jak ważnego dokonałam odkrycia i jak wiele się nauczyłam przez ostatnie kilka miesięcy. Spora, jak na mnie, dawka pobłażania dla samej siebie, strach żeby to nie przerodziło się w lenistwo. Ale też poważniejsze podchodzenie do własnych potrzeb.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz