“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

niedziela, 23 października 2011

Liminal state

Being just about to travel is a special moment. It is much different from travelling itself and it is not already the same state as being still somewhere. It is possible to already gain a distance to a place, where you are, but it is a distance that is limited in a way. It is an involving distance. The emotional connection with what is around is changing, as you are gaining the outside view. There is a sense of longing already, the most strange one - when you hug someone you love, knowing that it soon won't be possible any more, if ever will be possible again. But it is not missing yet, because everything is still here, by the reach of hand.
It provokes the state I like a lot, being more attentive to regular, daily and taken for granted things.

piątek, 14 października 2011

Zmiana? / Mudança?

O masowych protestach. Na przeddzień TEGO 15 października.
Dla mnie ciekawy temat z racji dużej różnicy realiów, z ktorymi się stykam (mam na myśli internetowe i sentymentalne połączenie ze wschodem i realny półwysep iberyjski).
Portugalia coraz bardziej rysuje mi się jako specyficzny twór polityczno-społeczny.
Wszystko dociera tu przefiltrowane przez hiszpanię. Tym razem jednak "import" z Hiszpanii, nie jest tylko importem do Portugalii, hasło "democracia rel ya" pojawia się w całej Europie. Portugalski (ten z Porto) manifest skupiony jest wokół tematów ekonomii, ma silny wydźwięk komunistyczny i jest zupełnie niekonkretny. Mam wrażenie, że ta niekonkretność popycha ludzi do wyjścia na ulicę. Populizm?
Z jednej strony możnaby powiedzieć że to "pozytywny populizm". Że w końcu otwiera się oczy masom, że zaczyna się rodzić świadmość, że nie chcemy więcej być rządzeni, ale wręcz przeciwnie reprezentowani i że można coś zmienić. Ale jaka właściwie zmiana zachodzi po masowych protestach? W Portugalii od czasu 12 marca nie zmieniło się nic. Jakie oparcie w praktyce mają szerokie postulaty portugalskiego manifestu 15 października? Co oznacza w praktyce hasło, że chcemy by politycy nas reprezentowali? Jak to się osiąga? Hasło niebezpiecznie podobne do kampanii wyborczej lewicowych partii.. Czy wysłanie żądań do źle rządzących zmieni ich formy rządzenia? Jak za dotknięciem magicznej różdżki, po masowych protestach wszystko będzie inaczej?
Jak możliwa jest kontynuacja takiego ruchu w praktyce, w realu, poza festyniarskim skandowaniem haseł na ulicy? Tutaj pojawia się retrospekcja ze wczesnego dzieciństwa i opowieści rodziców o pochodach pierwszomajowych - wtedy też wszyscy wychodzili na ulicę...
Z drugiej strony polski (warszawski) manifest 15 października skupia się głównie na aspektach antyklerykalnych i feministycznych. Czy ma to coś wspólnego z faktem, że największy ruch protestacyjny w Polsce jest organizowany przez środowiska feministyczne? Realia religijne w Polsce i Portugalii są bardzo podobne, poziom klerykalizacji społeczeństwa i wpływu kościoła katolickiego na politykę - na takim samym poziomie. Z tą różnicą, że w Portugalii przypadkiem zdarzył się cud i aborcja i związki partnerskie są legalne. W Portugalii nikomu wydaje się nie przeszkadzać kościół katolicki i jego wpływy.
I na koniec postulaty nowojorskie, skupione naokoło większej równości i poszanowania jednostki (nie brzmi jak odgrzewane na święta bożego narodzenia hity?).

Jak więc zachodzi społeczna zmiana? Czy oburzenie to pierwszy do niej krok?


-------------------------------------------------------------------------------------

Sobre os protestos (em massa). Num dia anterior de o 15 de outubro.
Para mim um tema interessante por causa da diferença das realidades (a ligação on-line e sentimental com leste e a península ibérica real). Portugal cada vez mais parece-me um ser sócio-político específico. Tudo chega até aqui filtrado por Espanha, mas neste caso a "importação" não é só para Portugal. O frase "democracia real ya" está presente na toda Europa.
O manifesto português (portuense) está focalizado nos aspectos da economia, têm um som muito comunista e não é concreto. Tenho sensação que é esta falta de concretização que faz gente sair para a rua. Populismo? Por um lado pode se dizer, que é um "populismo positivo". Que ao final as massas abrem os olhos, que está a crescer a consciência, que não é bom ser governados, mas sim representados e que é na hora de mudar coisas e a mudança é possível. Mas qual é a mudança, que os protestos trazem? Desde março nada mudou em Portugal... Qual são as practicas formas de realizar os postulados abrangentes do manifesto portuense? Que significa na practica o postulado, para que os políticos nos representam? Como é que sé chega lá? Um postulado perigosamente parecido com a campanha eleitoral dos partidos de esquerda... Se fazer pedidos aos governos que governam mal vai mudar forma deles de governar? Como com um toque de varinha magica, depois de 15 de Outubro todo vai ser diferente? Como é possível continuar o movimento assim na vida real, além do gritar as palavras de ordem na rua num ambiente de festa? Aqui tenho uma retrospectiva de infância e de historias contadas por meus pais dos manifestações de 1 de Maio. Todos saíram na rua também...
Por outro lado o manifesto polaco (varsoviano) do 15 de Outubro é anticlerical e feminista. Será que isso têm a ver com o facto, que o maior movimento de protestos que existe na Polónia é organizado por grupos feministas (mesmo assim que a plataforma 15 de outubro não está ligada com estes grupos)? As realidades religiosos na Polónia e em Portugal são muito parecidos. O nível de clericalização do sociedade e influencias da igreja católica na política parecem-me mesmos. Com a diferencia, que em Portugal aconteceu o miraculo e o aborto e casamentos parceiros são legais. Em Portugal ninguém parece importar-se com a influencia de igreja católica.
E no fim os postulados da Nova York, focalizados na igualdade e respeito para os direitos de cada um (não parece um mesmo hit de natal passado no rádio cada ano?)

Como então consegue-se uma mudança social? A indignação é o primeiro passo?

poniedziałek, 3 października 2011

kolektywnie/ colectivizado

Dużo ostatnio rozmów, rozmyślań i praktycznych działań naokoło funkcjonowania w kolektywie. Jedna z tak podstawowych i (w związku z tym?) jedna z trudniejszych rzeczy - kompleksowa, obejmująca wiele spraw, wkraczająca na różne tereny, poziomy, tematy. Od zmywania naczyń po zastanawianie się na co można a na co nie wydawać kolektywne pieniądze i czy chcemy, żeby kolektyw był otwarty na innych czy nie i do jakiego stopnia. I wydaje mi się, że wszystko w rezultacie sprowadza się do poziomu indywidualnego. Każdy kolektyw to zbiór indywiduów. Ciągły chwiejny i trudny balans między my i ja. I bardzo łatwo spaść w każdą ze stroną. Bardzo łatwo zatracić siebie, bardzo łatwo zamknąć się w sobie na grupę.
Dyskusja na temat pieniędzy. Czy zatraceniem ideałów jest wydawanie kolektywnych pieniędzy na jedzenie, piwo, sok, papierosy, bilet na pociąg? Jak może dalej funkcjonować kolektyw, jeśli osoby które go tworzą nie mają co jeść, są sfrustrowane bo nie palą od tygodnia, nie mają jak dotrzeć na spotkanie, bo nie stać je na bilet? Co uważa się za materiały pozwalające funkcjonować kolektywowi, gdzie kończy się granica między tym, co indywidualne a co kolektywne?
Jak zachować kolektyw otwartym na innych i jednocześnie ze swoim wewnętrznym balansem, przyjaźnią i zaufaniem?
Jeszcze jedna (z ważniejszych) obserwacji zawartych między indywidualnym i kolektywnym, że uczę się dużo o sobie żyjąc i pracując z innymi.

---------------------------------------------------------------------

Muitas conversas, pensamentos e acções practicas por volta do tema de funcionar num colectivo nos últimos tempos. É uma das coisas tão básicas e (por isso?) uma das coisas mais difíceis - complexas, abrangentes, que toca nas diferentes áreas, níveis, temas. De lavar a loiça à debates como gastar dinheiro colectivo e se queremos ter o grupo aberto aos outros e até qual ponto.
Acho que em resultado tudo resume-se no nível individual. Cada colectivo é um conjunto de indivíduos. Balanço difícil, contínuo e tremuloso entre eu e nós. É fácil cair nos ambos lados. É fácil perder-se no grupo, é fácil fechar-se para o grupo (dentro do grupo).
Discussões sobre dinheiro. Se é perca dos ideais, gastar dinheiro colectivo em comida, cerveja, sumos, cigarros, bilhetes de comboios? Como é possível funcionamento dum colectivo, quando os seus membros não têm para comer, andam frustrados por causa da falta de tabaco, não têm como chegar ao reunião porque não há dinheiro para o passagem? O que é considerado material para funcionamento dum colectivo, aonde é fronteira entre individual e colectivo?
Como manter o colectivo aberto e no mesmo tempo com seu próprio balanço, afinidade, confiança interna?
A outra observação (mais importante)que se encontra entre individual e colectivo, que aprendo muito sobre mim a viver e trabalhar com os outros.