“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

wtorek, 13 września 2011

kilka dni temu i kilkaset kilometrów temu

Od dwóch lat, od kiedy istnieje tn blog, jestem w stanie ciągłego tam-i-spowrotem. Mam wrażenie, że to doświadczenie przemieszczania się wyolbrzymia rzeczy i wyostrza pewne zmysły. Ciągle muszę podejmować decyzje (świadomie mniej lub bardziej) KTO i GDZIE jest dla mnie ważniejsze, mam ciągłe poczucie braku i jeszcze większe niż kiedyś poczucie nienasycenia. Silniej odczuwam wagę każdej sekundy spędzonej z ważnymi osobami, bardziej zapamiętuję, przyglądam się tym, z którymi przebywam, wyostrzam uwagę, chłonę. Tak naprawdę zawsze, i bez przemieszczania się, podejmowałam decyzje z kim chcę spędzać czas, komu poświęcam uwagę. Ale dopiero teraz nabrało to specjalnego znaczenia, czuję bardzo mocno konsekwencje tych decyzji. Łakomie zagarniam każdą możliwą sekundę rozmowy, spojrzeń, uścisków. Odbieram bardziej tu i teraz, staram się być ciągle uważną. Nie ma usypiającej rutyny. I płacę też sporo za ten brak snu. Każde "do jutra" powiedziane do przyjaciela ciąży tak jak kiedyś "do-zobaczenia-kiedyś-jeśli-w-ogóle". I jestem też mocniej sama. I więcej tej samotności potrzebuję. Jestem dla siebie jedynym kompanem tego przemieszczania, odkąd zakończył się w moim życiu okres monogamicznego wzajemnego symbionalnego zasypiania, odkrywam bardziej w sobie partnera dla samej siebie. Jest to tak samo mocne i budujące, jak smutne i wywołujące melancholię. Melancholię z gatunku samotnej jazdy rowerem pustymi ulicami nocnego miejskiego molocha. Do cna świadome, bolesne uczucie wybierania. Dawania czasu jednym kosztem nie poświęcania go innym. I niby nic nowego, ale nagle tak bardzo obecne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz