“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

środa, 20 kwietnia 2011

moja wolność (kończy się tam gdzie nie zaczyna się wolność innych)

Dziś nagle mój najlepszy przyjaciel zmarł. Zupełnie niespodziewanie. Jeszcze przedwczoraj spędzaliśmy czas razem i nawet chyba przypominam sobie jego wzrok gdy zazębił się z moim. A dziś już nie. Nagle wszystko inaczej. Zmarł, mimo że nadal (prawdopodobnie) mieszka pod tym samym adresem i w tej samej piekarni kupuje chleb. Zupełnie przestał mi istnieć i nagle stał się tym, co było a nie jest. I kiedy o tym sobie przypominam nagle w ciągu dnia, myślę, że powinnam płakać. Płacze się na pogrzebach. Ale nie płaczę, choć jest mi dziwnie sentymentalnie. Żałuję, że już nigdy się nie zdarzy. Ale przecież tyle się już zdarzyło. Żałuję, że nagle tak mnie zawiódł, że bez ustalania, że po prostu i już po wszystkim. Ale czuję się swobodniej. Wolność nagle od odpowiedzialności, wolność od myśli, że przecież kiedyś zdarzy się najgorsze i któreś z nas dla drugiego umrze i co wtedy?
Smutno mi tylko, że nie dzielę tej wolności z nim. To jedyna rzecz, którą jeszcze chciałabym zrobić, skoro tyle już razem nam się zdarzyło. Czy wolność dzielona tak samo łaskotałaby w brzuchu? A może byłaby podwójnie mocna? Czy dwa razy mniej energetyzująca? Czy dałaby się podzielić? Chciałabym moją wolność porozdzielać żeby mieć jej jeszcze więcej, żeby się nią otoczyć naokoło, widzieć ją w innych i moją własną tym bardziej się cieszyć dzięki temu. Chciałabym czuć się swobodniej z moją własną swobodą, a to wtedy tylko kiedy inni naokoło są wolni. Ale nie ma wolności narzuconej, nie ma wolności nauczonej, istnieje tylko wolność osiągnięta i każdy sam musi jej sięgnąć. Co mogę więc zrobić, żeby się wyzwolić z niewoli innych? Irytująca bezsilność. Smutne zderzenie z rzeczywistością (niewolną).

czwartek, 7 kwietnia 2011

figa z makiem

To, że świadomie pcham się w kompletnie obcą kulturę, by w niej funkcjonować, że kwestionuję podstawowe uczucia i relacje emocjonalne, że mam oczy otwarte, że nie boję się bólu, że czuję, że kocham, że przestawiam, mieszam serce z głową, głowę z sercem to moja najbardziej prywatna rozgrywka polityczna. To prywatne, empiryczne udowadnianie że nie macie racji, że da się inaczej, że czuję, że jestem a nie egzystuję w świecie zasad nie-do-złamania, że kwestionuję, że myślę. To najbardziej ze środka, z trzewi wykrzyczane "a macie!". To mój dowód nie do podwarzenia, to mój czyn kamikaze, to moje własne zwycięstwo nad tym co poza mną, we mnie winkorporowane.

tutaj