“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

poniedziałek, 22 listopada 2010

niedziela, 7 listopada 2010

30cm ponad chodnikami Porto

Mój dzień dziś był taflą oceanu, lekko kołyszącego się od letniego wiatru, z momentami złotych refleksów na wodzie. A wszystko po nocy dość obfitej w fale, ale te, które (choć z impetem) w końcu łagodnie znikają w piasku na brzegu. Bez skał.

Przedziwny chłodny spokój, czuję jak fizycznie rozpływa się na ciemnoniebiesko w moich żyłach. Oczy mam za szkłem, świat jest nim oddzielony.

Zmęczenie? czy zmiana stanu rzeczy?

Dystans, który potęguje jeszcze bardziej zdziwienie tym, co się dzieje naokoło. To naprawdę tak?
Czuję, że znalazłam się w środku animowanej historii. Sceneria: domki malowane, poupychane jeden na drugim nad rzeką wpadającą do oceanu, wszystko za lekko złotawą słoneczną mgiełką, ukryty ogród z kaskadami trawy, drzewami cytrynowymi i palmami. I to dziwne uczucie. Że ktoś był tu jeszcze rano, że coś ze mną zrobił, że coś się stało, ale czy na pewno? Tego nie wiem. Nie zostawił śladu. Oprócz zapachu, który co chwila gdzieś się pojawia. Został na moim ubraniu? Na skórze? Czy to tylko dziwne senne urojenie?

Nie jestem w stanie zebrać myśli, skupić się i zajmować praktycznymi rzeczami. Czuję mocniej słońce na skórze, zapach zimy w powietrzu, własne ciało - każdy mięsień, nerw, przewód pokarmowy, cebulki włosów. Słucham muzyki wszystkimi porami skóry.

O co chodzi?

środa, 3 listopada 2010

r e w o l u c j a

się dzieje właśnie.

a poza tym ekstrakt z rozmowy Mongolia - Portugalia:

Portugalia: Miłego dnia!
Mongolia: Dobrej nocy!