“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

czwartek, 28 października 2010

home sick mess








Czyli złożona choroba powodowana różnorodnymi czynnikami o niejasno zdefiniowanych objawach.
Tak zwane studia kulturowe zajmują się żywo kwestią przestrzeni i miejsca. Dla Giddensa miejsce to relacje twarzą w twarz, a przestrzeń to relacje z nieobecnymi "innymi". Męczą mnie dziś inni. Czasoprzestrzenie mi na siebie zachodzą. Funkcjonuję cały dzień oglądając obrazy w głowie, koło piątej popołudniu ściskanie w dołku skumulowało się do tego stopnia, że mnie zginało wpół. A miejsca, w których dziś byłam wydają mi się lata świetlne bardziej odległe od Alto da Sereia i akademii Jenada w Warszawie.
Ale może dlatego, że byłam dziś (czy byłam tam na pewno?) w dziwnych miejscach. Dziwnie cudownych i bezpiecznych, ale dziwnie osnutych senną mgiełką. Próba oddania tego w zdjęciach powyżej...

poniedziałek, 25 października 2010

próba powrotu

Śniło mi się dziś coś dokładnie identycznego, co po około 2 miesiącach bycia w Salvadorze da Bahia.
Wróciłam do Warszawy. Byłam super szczęśliwa, że jestem z powrotem, ale kiedy wyszłam ze swojego mieszkania na spacer w stronę Agrykoli, z przerażeniem przypomniałam sobie, że jutro mam uniwerek w Porto, muszę tam być, żeby oddać pracę i nagle zaczęłam okropnie żałować, że wróciłam. Przypomniały mi się wszystkie rzeczy, które zostawiłam w Porto. W popłochu szukałam taniego biletu lotniczego z powrotem...
Ale dobrze było Was wszystkich zobaczyć w Warszawie :) Chwilę po tym, jak się obudziłam, że zdziwieniem odkryłam, co mi się przydarzyło w nocy. Aż zamarłam w połowie schodów...Autentycznie mam poczucie, że byłam tam przez chwilę.
To była próba powrotu. I jeszcze zdecydowanie na niego za wcześnie. Dobrze, że mogłam to sprawdzić empirycznie!
Śniło mi się jeszcze coś. Rano pamiętałam, co, teraz zostało już tylko przyjemne uczucie - gorąca kulka gdzieś w okolicach żołądka.
A w Porto dziś znów świeci słońce.

niedziela, 24 października 2010

robiłam nic dziś

rano wstałam i posprzątałam cały dom po koncertach.
potem czytałam książkę.
potem gotowałam obiad ze znajomymi.
potem rysowaliśmy razem naszą mapę mentalną Porto.
potem słuchaliśmy muzyki.
potem pojechaliśmy na wycieczkę rowerową nad ocean.
potem siedzieliśmy 1,5 godziny gapiąc się w fale i rozmawiając o oceanie.
potem gotowaliśmy kolację (ryż, ryż, ryż, ryż, ryż...)
potem wróciłam spacerem do domu.
potem odpisałam na wszystkie zaległe maile do najbliższych.
a teraz idę spać.
W końcu dzień robienia nic!

sobota, 23 października 2010

no tak. rewolucja?

Nie wiem, czego to jest kwestia.
Idiotycznego przypadku, równowagi energetycznej w świecie, karmy powracającej do ciebie, ograniczonej ilości historii ludzkich, które mogą się przydarzyć i w związku z tym zdarzają się ciągle, w kółko, ze zmienioną tylko obsadą...
Kompletne odwrócenie ról, nagle zobaczyłam moją własną sytuację sprzed niedługiego czasu z drugiej strony. Zdziwienie, wytrącenie z w miarę ustabilizowanej chwilowej równowagi, kubeł zimnej wody, idealne zrozumienie własnej niedawnej historii.
Zupełne zaskoczenie tym, jak łatwo dochodzi do nieporozumień w komunikacji międzyludzkiej, jak różnie może być interpretowane, to co robię, mówię. Jak bardzo interpretujemy zachowania innych, jak bardzo trudno jest słuchać i być słuchanym, jak bardzo projektuje się swoje pragnienia na innych, jak jesteśmy obrzydliwie egoistycznymi istotami i jak koszmarnie trudno z tym walczyć i mieć się na baczności w każdej sekundzie interakcji międzyludzkich.
Ktoś mi jakiś czas temu napisał:

Żebyśmy nie krzywdzili siebie i innych. Żebyśmy byli w stanie mówić prosto z serca i bez wstydu o tym, co czujemy. To w tym tkwi prawdziwa rewolucja.

I coraz bardziej wierzę, że to rzeczywiście jest rewolucja. I że niemniej wydaje się rajem obiecanym, jak upragnione, idealne społeczeństwo bez dyskryminacji, władzy, opresji...I może rzeczywiście ta rewolucja jest bardziej prawdziwa? Może od tego trzeba zacząć?
Tylko ile potrzeba odwagi, żeby mówić prosto z serca. I to jeszcze tym najbliższym. I jak bardzo to boli, jak kompletnie wydaje się niepotrzebne, skomplikowane.

I zastanawiam się, czemu właściwie wszystko musi być tak skomplikowane? A może po prostu mam(y?) talent do komplikowania rzeczy..?

strum this broken harp
we were struck by the chords
to your heart

this is forever
this is because
this is forever

this is forever
it is because
this is forever
but you can't get the best of us now

czwartek, 21 października 2010

hasła dnia/today's mottos/os lemas do dia

unraveling of a conundrum


eu não tenho medo de andar no mar, so tenho medo de o barco virar


"Homesickness in a sense of ‘what am I doing here?, not necessarily missing Portugal."

wtorek, 12 października 2010

tanta coisa na cidade






tanta = tyle (dużo)
sem = bez
casa = dom
gente = ludzie
nato = zło