“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

czwartek, 8 kwietnia 2010

tożsamość postkolonialna

To nie o mnie.
Choć w pierwszej osobie i przeze mnie.

Jeden z polskich autorów – powieściopisarzy twierdzi, że przechodzimy przez życie idąc tyłem. Bo widzimy przeszłość, ale nigdy nie jesteśmy pewni, co do przyszłości, możemy tylko przeczuwać, co się zdarzy. (Czy) dlatego jesteśmy tak silnie związani z kulturą naszych przodków (?). To, co uświęcone przez czas, tradycja kultywowana od wieków, wydaje się mieć najwyższą w naszych kulturach wartość, zarówno w sferze sacrum jak i profanum. Tym samym jest składnikiem tego, KIM jestem na świecie. Daje mi punkt odniesienia i oparcie, definiuje moje miejsce w świecie, wyznacza sposób na nim funkcjonowania, nawet organizując czas poprzez kalendarz świąt – zarówno religijnych, jak i państwowych - związanych z ważnymi wydarzeniami z przeszłości, bitwami, które stoczyli moi przodkowie o wolność i tak dalej i tym podobne.
Co jednak dzieje się, kiedy przeszłość nie jest tak jasno, linearnie określona. Co, jeśli nie widzę przed (za) sobą prostej linii genealogicznej od wtedy (kiedy to było) aż do teraz?
Co, jeśli widzę splątane ścieżki?

Jak zdefiniować siebie, gdy jest się owocem gwałtu, nienawiści, dominacji?
Jak zdefiniować siebie, gdy dróg przede (za) mną jest co najmniej trzy, każda prowadzi w zupełnie inny zakątek świata, kultury, religii, przekonań i wartości moralnych, a w pewnym momencie zaczynają na siebie dziwnie zachodzić, przenikać się, zanikać, po to by zaraz znowu pojawić się nagle?

Za plecami (przed sobą) zaczynam czuć twardą ścieżkę, stały grunt, ale czy na pewno mogę na niego wejść? Skąd mogę wiedzieć, że nie urwie się on raptownie w gęstych zaroślach lasu deszczowego, na popękanej od słońca pampie lub nie utonie gdzieś w głębiach atlantyckich?
Jak budować na dekonstrukcji? Na spalonych wioskach? Na krwi, śmierci, na cierpieniu, tęsknocie, strachu, bólu, nienawiści, przemocy, na zniszczeniu?
Czy otrzepać ręce, wytrzeć je, doszorować, umyć i zacząć od nowa?
Czy wziąć to, czym obrodziła ziemia, na której mieszkam; to, co wyrosło na czerwonej indiańskiej krwi, podlane czarnym potem, ochlapane białym nasieniem?

Jak z niezrozumiałych urywków mowy, nieznanych mi słów z różnych dialektów stworzyć mój własny język? W którym z języków: kikongo, ioruba, aafricas, keczua, łacinie, holenderskim czy angielskim mam powiedzieć JESTEM?

Urodziłam się na wyspie leżącej pośrodku świata, oderwanej od lądu i nierozerwalnie z nim związanej. Naokoło mnie rozciąga się ocean możliwości, ocean dróg żeglownych prowadzących do każdego, każdego zakątka tego świata. Mam ZBYT DUŻO przeszłości. I muszę ją teraz ograniczyć do przyszłości.

Nie mam jak utkwić wzroku w jednym punkcie na horyzoncie i z tego czerpać pewności do stawiania niepewnych małych kroków w tył, w kierunku MOJEJ przyszłości, w kierunku przeszłości moich wnuków. Mam wzrok rozbiegany, rozglądam się niepewnie i z przerażeniem patrzę przed (za) siebie. Moja siła to nie to, co przede (za) mną. Moja siła to przeszłość moich dzieci, to prawiek moich wnuków. Moja siła tkwi w potencjale, w rozwidleniu. Moja siła to siła chaosu pełnego zderzających się energii. Moja siła to to, co MOŻE się zdarzyć. To to, co się ma narodzić. To to, co już przeczuwalne, co już zamyślone ale jeszcze nie narodzone, jeszcze nie zmaterializowane.
Moja siła to różnorodność, to wielość źródeł, to świat stojący przede mną (za mną) otworem. To nieskończoność możliwości czerpania.

Moją siłą jest mieć siłę na spełnienie zadania, które za mną (przede mną) stoi – powiedzenia JA JESTEM w języku zrozumiałym dla tych, z którymi żyje i mogącym być zrozumiałym dla tych, którzy są dalej, daleko, naokoło.
Moja siła to siła twórcza. To potencjał ciała tuż przed jego upadkiem. To wykorzystanie momentu wytrącenia z równowagi na nowy skok w dal. To rzucenie się na głęboką wodę.
To mówienie po angielsku o pai Ôxala i mae Jemanjá. To mówienie w ioruba o antropologii kulturowej. To czas teraźniejszy zamiast trybu przypuszczającego.

2 komentarze:

  1. To w całości twoje? jeśli tak to ... łał, jesli nie to i tak super. Podoba mi się metafora tych kolorów, dla mnie trochę odpowiedź kryje się w nich. Bo to wszystko ma jakiś kształt i kolor, to nie jest na pewno klasyczne malarstwo, bliżej pewnie temu do ekspresjonizmu, więc pewnie jest to ciężkie do przetrawienia i może dlatego trzeba to wszystkim wyjaśniać?

    OdpowiedzUsuń
  2. no moje, moje w calosci...
    praca zaliczeniowa na zajecia z tozsamosci karaibskiej.
    kolory. wlasnie wokol nich sie wszystko kreci...

    OdpowiedzUsuń