“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

środa, 21 kwietnia 2010

stawowe oka

Każda historia to jak kamień wrzucony w taflę stawu - tonie i zostawia po sobie kręgi na wodzie.
Tysiące kręgów, zachodzących na siebie, ani śladu po kamieniach, które nie wiadomo gdzie na dnie leżą spokojnie schowane.
Jedna z kolejnych historii wpadła do wody. Krąg się zatoczył, zamknął.
Następne będą o niego zahaczać, będą na siebie nachodzić.
Zamknięta otwartość możliwości i doświadczeń.
Koniec, kamień w wodę.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Bastide 50 lat temu

Najwybitniejszy socjolog religii zajmujący się kultami afrobrazylijskimi, jakiego znam.
Tuż po powrocie z Brazylii, po 16 latach spędzonych tam na uniwersytecie:

My return to France had been necessary in order to allow my thoughts to sift themselves out through a twofold distancing, geographical and temporal, which I had to effect between the world of the candomblés and myself.

I jeszcze, tuż przed śmiercią:

Mój przyjazd do Brazylii spowodował u mnie kryzys świadomości, kryzys intelektualny i duchowy. Podchodząc do świata candomblé ze sposobem myślenia ukształtowanym przez trzy wieki kartezjanizmu, etnocentryczną manierą myślenia; zdałem sobie sprawę, że muszę “nawrócić” się na inny sposób myślenia, jeśli kiedykolwiek miałbym nadzieję na zrozumienie (candomblé).

To jest zjawisko ogólne, a nie tylko mój przypadek. To się dzieje, to ma miejsce, to jest fascynujące.
I chyba nie zmieszczę tego tylko w mgr....

czwartek, 8 kwietnia 2010

tożsamość postkolonialna

To nie o mnie.
Choć w pierwszej osobie i przeze mnie.

Jeden z polskich autorów – powieściopisarzy twierdzi, że przechodzimy przez życie idąc tyłem. Bo widzimy przeszłość, ale nigdy nie jesteśmy pewni, co do przyszłości, możemy tylko przeczuwać, co się zdarzy. (Czy) dlatego jesteśmy tak silnie związani z kulturą naszych przodków (?). To, co uświęcone przez czas, tradycja kultywowana od wieków, wydaje się mieć najwyższą w naszych kulturach wartość, zarówno w sferze sacrum jak i profanum. Tym samym jest składnikiem tego, KIM jestem na świecie. Daje mi punkt odniesienia i oparcie, definiuje moje miejsce w świecie, wyznacza sposób na nim funkcjonowania, nawet organizując czas poprzez kalendarz świąt – zarówno religijnych, jak i państwowych - związanych z ważnymi wydarzeniami z przeszłości, bitwami, które stoczyli moi przodkowie o wolność i tak dalej i tym podobne.
Co jednak dzieje się, kiedy przeszłość nie jest tak jasno, linearnie określona. Co, jeśli nie widzę przed (za) sobą prostej linii genealogicznej od wtedy (kiedy to było) aż do teraz?
Co, jeśli widzę splątane ścieżki?

Jak zdefiniować siebie, gdy jest się owocem gwałtu, nienawiści, dominacji?
Jak zdefiniować siebie, gdy dróg przede (za) mną jest co najmniej trzy, każda prowadzi w zupełnie inny zakątek świata, kultury, religii, przekonań i wartości moralnych, a w pewnym momencie zaczynają na siebie dziwnie zachodzić, przenikać się, zanikać, po to by zaraz znowu pojawić się nagle?

Za plecami (przed sobą) zaczynam czuć twardą ścieżkę, stały grunt, ale czy na pewno mogę na niego wejść? Skąd mogę wiedzieć, że nie urwie się on raptownie w gęstych zaroślach lasu deszczowego, na popękanej od słońca pampie lub nie utonie gdzieś w głębiach atlantyckich?
Jak budować na dekonstrukcji? Na spalonych wioskach? Na krwi, śmierci, na cierpieniu, tęsknocie, strachu, bólu, nienawiści, przemocy, na zniszczeniu?
Czy otrzepać ręce, wytrzeć je, doszorować, umyć i zacząć od nowa?
Czy wziąć to, czym obrodziła ziemia, na której mieszkam; to, co wyrosło na czerwonej indiańskiej krwi, podlane czarnym potem, ochlapane białym nasieniem?

Jak z niezrozumiałych urywków mowy, nieznanych mi słów z różnych dialektów stworzyć mój własny język? W którym z języków: kikongo, ioruba, aafricas, keczua, łacinie, holenderskim czy angielskim mam powiedzieć JESTEM?

Urodziłam się na wyspie leżącej pośrodku świata, oderwanej od lądu i nierozerwalnie z nim związanej. Naokoło mnie rozciąga się ocean możliwości, ocean dróg żeglownych prowadzących do każdego, każdego zakątka tego świata. Mam ZBYT DUŻO przeszłości. I muszę ją teraz ograniczyć do przyszłości.

Nie mam jak utkwić wzroku w jednym punkcie na horyzoncie i z tego czerpać pewności do stawiania niepewnych małych kroków w tył, w kierunku MOJEJ przyszłości, w kierunku przeszłości moich wnuków. Mam wzrok rozbiegany, rozglądam się niepewnie i z przerażeniem patrzę przed (za) siebie. Moja siła to nie to, co przede (za) mną. Moja siła to przeszłość moich dzieci, to prawiek moich wnuków. Moja siła tkwi w potencjale, w rozwidleniu. Moja siła to siła chaosu pełnego zderzających się energii. Moja siła to to, co MOŻE się zdarzyć. To to, co się ma narodzić. To to, co już przeczuwalne, co już zamyślone ale jeszcze nie narodzone, jeszcze nie zmaterializowane.
Moja siła to różnorodność, to wielość źródeł, to świat stojący przede mną (za mną) otworem. To nieskończoność możliwości czerpania.

Moją siłą jest mieć siłę na spełnienie zadania, które za mną (przede mną) stoi – powiedzenia JA JESTEM w języku zrozumiałym dla tych, z którymi żyje i mogącym być zrozumiałym dla tych, którzy są dalej, daleko, naokoło.
Moja siła to siła twórcza. To potencjał ciała tuż przed jego upadkiem. To wykorzystanie momentu wytrącenia z równowagi na nowy skok w dal. To rzucenie się na głęboką wodę.
To mówienie po angielsku o pai Ôxala i mae Jemanjá. To mówienie w ioruba o antropologii kulturowej. To czas teraźniejszy zamiast trybu przypuszczającego.

Derek II

Again brutish necessity wipes its hands
Upon napkin of a dirty cause, again
A waste of our compassion as with Spain,
The gorilla wrestles with the superman.
I who am poisoned with the blood of both,
Where shall I turn, divided to the vein?
I who have cursed
The drunken officer of British rule, how choose
Beetwen this Africa and the English tongue I love?
Betray them both, or give back what they give?
How can I face such slaughter and be cool?
How can I turn from Africa and live?

Derek Wallcot

Znów brutyjna konieczność swoje wyciera ręce
Chusteczką brudnej sprawy, znów
Zmarnowane nasze współczucie hiszpańskie
Goryl uprawia zapasy z supermanem.
Ja, który jestem skażony krwią obydwu
Dokąd powinienem się zwrócić, rozdarty aż do żył?
Ja, który przekląłem
Pijanego oficera brytyjskiej władzy, jak wybrać
Pomiędzy tą Afryką i angielskim językiem, który kocham?
Zdradzić obydwoje czy zwrócić im to, co dają?
Jak mogę mierzyć się z taką zbrodnią i pozostać spokojnym?
Jak mogę odwrócić się od Afryki i żyć?


Zabawa interaktywna: jakieś inne propozycje tłumaczenia?

Pan to karaibski noblista z '92 bodajże roku. Pisze o tożsamości. Że problematyczna. Szczególnie dla Karaibów.

guerra

Guerras, para quem guerras?
(...)
Si pensamos um pouco mais, queremos que somos todos eguaís
Apesar da grande diferencía
Todos nos sabemos, que o mundo pode melhorar
Pode melhorar.
De a questão de consiencía
O sorriso pode mudar
(...)
Queremos país para todos irmãos


Ponto de Equilibrio 2001, Brasil

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

spowrotem

Muszę się chyba wytłumaczyć.
Choć podobno sztuka powinna bronić się sama. O ile słowotwórstwo i neologizmy to sztuka.
Moje "spowrotem" to celowość, a nie niedouczenie.
Lubię to słowo. Bo nie jest czymś z powrotem, tylko spójnym, znaczącym słowem. Jest bardziej dokonane niż z powrotem. Oznacza powrót już odbyty, a nie dodany, dziejący się jakby obok, jako wartość dodana. Co to w ogóle znaczy że się JEST z powrotem? Dla mnie niesie to ze sobą jakiś dopiero zamiar - jestem już pogodzona z powrotem, ale on się nie dzieje. Spowrotem z kolei jasno odpowiada na pytanie jak?.
Jak? Spowrotem.
Jest dokonane, zadziane. Zprzysłówczowione.