“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

sobota, 27 lutego 2010

Tako rzecze Zaratustra...

Ze wszystkiego, co napisano, to tylko miłuję, co ktoś pisze własną krwią. Pisz krwią, a doświadczysz, że krew jest duchem (...) Albowiem taka jest prawda: odszedłem z domu uczonych i jeszcze drzwi zatrzasnąłem za sobą. Zbyt długo dusza moja głodowała przy ich stole; nie jestem tak jak oni wyćwiczony w poznawaniu niczym w rozgryzaniu orzechów. Wolność miłuję i powietrze ponad rześką ziemią.

środa, 24 lutego 2010

dobre ------ wektor -------- złe

O tym, że kierunkujemy swoje działania, myśli, energie.
Zadziwiona tym, jak wiele zależy od tego ukierunkowania. Jeśli buzuje we mnie energia, to ode mnie zależy, czy będzie ona zła albo dobra. Jasne, że jest otoczenie, okoliczności, które moją decyzję, moje ukierunkowanie stymulują.
Ale łatwo jest swoją wściekłość, rozpacz, żal przemienić w coś pięknego, energetyzującego.
Po prostu zmienić wektor, ze złego zrobić dobre.
Wierzę i ufam, że tak można ze wszystkim. Że zawsze można ten wektor zmienić i nie wymaga to dodatkowego nakładu energii, tylko jej przekierunkowania, odbicia w drugą stronę.
Wystarczy wściekłość wyładować waląc w bęben albo bijąc rekord miasta w dostarczeniu super pilnej przesyłki kurierskiej na rowerze w godzinach szczytu.
Smutek wylać z siebie farbami na materiał albo sprayem na karton.
I milion milion innych rzeczy.
To, co dobre zawsze wiąże się w mojej głowie z otwarciem. To, co złe z zamknięciem.
Jeśli zamykam się ze swoim żalem, on mnie trawi. I w końcu znajduje dziurę, żeby przedostać się na świat i zalać go żółcią.
Jeśli otwieram się na świat swoim działaniem, odbieram z niego bodźce i je oddaje, manifestuje i mówię, to łatwiej o zmianę wektora.
Wszelka forma autorytarnej dominacji wynika z zamknięcia. Na swój własny interes albo interes własnej grupy, jaki on by nie był (kolonializm, totalitaryzm, demokracja, faszyzm, kapitalizm).
Wszelka agresja wynika z tłumionego pielęgnowania w sobie poczucia nienawiści i zamknięcia na bodźce ze świata i od innych ludzi, różnych ode mnie.
Wszelka głupota wynika z nieprzyjmowania opinii, poglądów i tego, co mają do zaoferowania otaczający ludzie.

poniedziałek, 22 lutego 2010

czas o! przestrzeń

Przemieszczanie się w przestrzeni zmienia przestrzenie w środku. Choćby była to krótka podróż, delikatnie zmienia się utrzymywana w środku równowaga zmysłowa i sposób odbierania bodźców. Zmienia się czas. Czas spędzony w podróży - to tak naprawdę nie-czas lub między-czas. Czas między jedną przestrzenią a drugą. Można oczywiście spędzić go na robieniu rzeczy zupełnie normalnych i takich, które w "regularnym" życiu też robimy, jak nauka, czytanie książki, niektórzy nawet potrafią pracować w drodze. Ale odbiera się ten czas inaczej. Bo czyta się PODCZAS podróży. Jakby przemieszczanie się było głównym zajęciem (nawet jeśli jest ono bierne - jako pasażer pociągu czy samochodu), a inne wykonywane wtedy czynności były współtowarzyszące, robione równolegle do podróżowania.
Inaczej mijają 3 godziny w drodze, a inaczej spędzone w domu, nawet przy wykonywaniu tej samej czynności. Receptorom nerwowym zmieniają się priorytety, zaczynają odbierać inaczej, co innego. Zdaje się, że więcej chłoną z zewnątrz, bo brak jest rutynowych elementów usypiających ich czujność, bodźców, do których są już przyzwyczajone, więc nie zwracają na nie uwagi.
Czyżby ludzie, którzy się częściej przemieszczają niż inni mieli specyficznie te receptory przestawione? Na odbieranie, chłonięcie z zewnątrz?
Czy to jest to, za czym się tęskni nie będąc w podróży? Czy to przez to pierzchnie skóra, jest się niewytłumaczalnie rozdrażnionym i dziwnie rozchwianym, kiedy się przebywa w jednej czasoprzestrzeni znając już doświadczenie między-czasu i między-przestrzeni?