“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

wtorek, 15 września 2009

pointensywny brak

Uczucie braku - najdziwniejsze i najbardziej niewyjaśnione z istniejących.

Intensywne kilka chwil (dni, miesięcy...) zajmowania się czymś, zupełnego skupienia uwagi i koncentracji na zakończeniu zadania, zawieszenie zasad "normalnego" funkcjonowania. Do tego poczucie przejścia od profanum do sacrum, poczucie wyjątkowości chwili, gdy następuje kulminacyjny moment projektu. I brazylijska energia przepełniająca wszystko i moment spotkania z Innymi - tymi niecodziennymi, ale od-wielkiego-dzwonu-pojawiającymi-się. Robienie rzeczy razem.
A potem koniec i powrót wieczorem do pustego domu, kiedy wszystko już się wydarzyło. I w końcu można wrócić do siebie, do normalności i codzienności. I wtedy właśnie. Niewypełniona pustka, pozadaniowy kac - nieprzetłumaczalne saudades. Wachlarz możliwości znów otwarty, nowe drogowskazy (skierowane często w zupełnie przeciwne strony) przed oczami. I trzeba teraz tę pustkę zapełniać, łapać zachwianą równowagę, robić krok dalej. Inaczej. DECYDOWAĆ SIĘ ABY zrobić krok dalej. Zdaje się, że ta decyzja to najtrudniejszy moment. Samo robienie kroku następuje automatycznie, z rozpędu.

Chwilowe, tak mocne funkcjonowanie w jakimś (ograniczonym przecież) czasie niesie ze sobą jeszcze jedno zagrożenie. Angażując się w coś tak mocno przyjmujemy w pełni zasady obowiązujące w takim czasie sacrum. Sacrum traktuję jako wydarzenie, czas odmienny od codziennego, święty, wyjątkowy. I o ile łatwo w te warunki się wchodzi, rzuca wręcz całym sobą, o tyle trudno potem z nich zrezygnować.
Teraz tak samo. 3 dni posiadania mistrza, bezwzględne niemal przyjęcie kogoś za swojego przewodnika. Ale po 3 dniach sytuacja się zmienia - nie ma już mistrza, tak jak nie było go przed tymi 3 dniami. Sytuacja wróciła do normy, ale jest jednocześnie wywrócona do góry nogami.
I stąd poczucie braku. Z uświadomienia sobie, że można by, że się da, że przecież...
Lepiej w związku z tym żyć w błogiej nieświadomości, że przecież? I nie cierpieć z poczucia lepiej lub gorzej wyjaśnionego braku?
Czasem myślę, że lepiej. A potem zaczynam się zaraz rozglądać, co by tu można...

Warsztaty z mestre Laercío zakończone.
Mnóstwo energii, wkładu siebie, zatracenia, czerpania pełnymi garściami, stresu i zadowolenia, że się udało. I ogromna potrzeba dalszego rozwoju, dalszego szukania i działania. Żeby zaradzić na brak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz