“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

sobota, 29 sierpnia 2009

z drogi cd






czyli nadal wybieram, które zdjęcia są najlepsze
może w końcu się zbiorę żeby jakoś podrasować te gorsze i też zamieszczę..
w tej serii - to, co się działo najbardziej naokoło i o czym i jak ta podróż się działa tak naprawdę, czyli...




recenzji filmowych ciąg dalszy

Vicky.Cristina.Barcelona by Woody Allen
którego to nie lubię
ale w tym przypadku jego dosłowność, prostota i bezpośredniość mnie uwiodły
i jak zawsze za wszystkim krył się jego uśmieszek (szyderczy? złośliwy?)
mistrzowskie spojrzenie, analiza i potem jeszcze ujęcie tego w film
i do tego w Barcelonie i po hiszpańsku...
ja poproszę żeby ktoś do mnie rano dzwonił i mówił mi chociaż "buenos días" i już mój dzień będzie piękniejszy...
no.. chyba że ktoś mógłby dzwonić i mówić "bom dia", to by było dopiero piękne...
no, no.
Poleca się dobre kino.

piątek, 28 sierpnia 2009

z Baumana

...świat zaczął przypominać nieskończony zbiór możliwości, pojemnik wypełniony po brzegi niezliczoną wielością propozycji - aktualnych lub przegapionych. Możliwości te są tak liczne - tak przejmująco liczne - że żadne pojedyncze ludzkie życie, choćby najdłuższe, najpracowitsze i najaktywniejsze, nie zdoła ich wszystkich poznać, a cóż dopiero zrealizować.

Bauman, Płynna nowoczesność

9 rano w piątek

Po porannej kawie, czekając na pracę, zobaczyłam zdjęcie. Dobre zdjęcie pięknych gór. I totalna, nagła i rozpaczliwa potrzeba spakowania plecaka i wyjechania i bycia w drodze, zniknięcia, przemieszczenia się, uwolnienia, rozłożenia skrzydeł, rzucenia wszystkiego i zmiany. A zaraz pójdę do pracy. Tak jak wczoraj i przedwczoraj.

środa, 26 sierpnia 2009

Z beczki. Innej.

Znów wszystkie pory na skórze otwarte. I łapanie chwili, migawki. Marszałkowska/Hoża – dźwięk ruszającego z przystanku tramwaju. Pl. Konstytucji – przelotne spojrzenie starszego mężczyzny z samochodu obok. Marszałkowska/ Jerozolimskie – zpięciokrotniona latarnia odbijająca się w tylnej szybie starego, czarnego samochodu. Plac Bankowy, po wyjściu z kina – ułamek sekundy patrzenia na ulewę, która w kolejnych ułamkach sekund okazała się fontanną.
Często tak mam po wyjściu z kina. Może to wynika z jakiegoś przestawienia percepcji. Zaburzenia odbierania, przeprogramowania zmysłów. Z rzeczywistości na drugą stronę lustra, a potem nagle zapalają się światła a przede mną znowu ogromny kinowy ekran. I to uczucie, że z niego przed chwilą wyszłam. A potem jeszcze wyjście na ulice. Z opustoszałego kina. Jakby korytarz kinowy był jakimś tajemnym tunelem między tu a tam.
Z przedpołudnia przypomina mi się słońce na liściach w Saskim. Trochę nieśmiałe. A liście już powoli żółkną. Od wczoraj za – inspirowana. Więc pod tymi liśćmi myślałam, czym jest ta inspiracja. I, co to znaczy, że ktoś mnie inspiruje. I o zderzaniu się energii. O ich zaplataniu, przenikaniu, spotykaniu się. We wzroku, dotyku, przebywaniu, czuciu.
A inspiracja? Lekka, subtelna ale zdecydowana siła pchająca do przodu. I poczucie bezpieczeństwa, i mniejsze obawy co do tego, co będzie jutro. Spokój. Aktywny. I kojący.

I dlaczego codziennie się tak nie patrzy na rzeczy? Czemu codziennie się tyle nie widzi i nie czuje? I jak to zrobić, żeby tak było?
Jeśli w ogóle to ma jakiś sens. Na pewno jest przyjemne.

W kinie grają Spotkanie w Palermo.
Surrealistyczne, piękne, naiwne, trochę banalne i po niemiecku. Czyli wszystko, co lubię najbardziej. Beirut w ścieżce dźwiękowej i fotograficzne ujęcia kotwiczące się w pamięci.

Ot, tyle ekshibicjonistycznych wynurzeń.

wtorek, 18 sierpnia 2009

spowrotem spowrotem


W stanie powrotnego zawieszenia znowu - między tam a tu. Zapętlona w czasoprzestrzeni po 3 tygodniach bycia w drodze. Doświadczenie godne przemyślenia i opisania. Ale jeszcze nie dziś.