“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

sobota, 9 maja 2009

kilka dni temu

Minęło sporo czasu.
Co robię? Tak naprawdę przyglądam się sobie.
Właśnie to robię, przyglądam się sobie...
Tak jak mówił Ktoś ta podróż to jest małe, prywatne laboratorium.

Mieszka się dobrze. Dom prosty, wychodzą różne niedociągnięcia. Gniją mi na przykład ubrania, bo jest tak wilgotno...

Robię teatr uliczny. Uczucia mieszane. Z jednej strony mnóstwo rzeczy, których mogę się nauczyć. Grupa i poczucie wspólnoty, i wyzwanie. Właśnie wyzwanie. Kocham wyzwania. Jak tylko się orientuję, że coś nie jest wyzwaniem, od razu przestaje mnie to interesować. Cokolwiek by to nie było. I to właśnie poczucie wyzwania pociąga mnie mocno w tej pracy teatralnej. Bo prowadzący ma wątpliwości, czy dam radę. Więc ja udowadniam. A że właśnie tak. Że dam.
Ale z drugiej strony to zupełnie nie taki teatr, jaki kocham. Czasem podczas auli aż mnie ciarki przechodzą i przed oczami staje obraz znienawidzonej akademii na Miodowej. Ale są piosenki, których się mogę uczyć. Są ćwiczenia. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

Dziś wizyta w jednym z moich ulubionych miejsc tu - MAM (Museu de Arte Moderna). Wystawa Caribe. Zakochana, zapatrzona. Niewiele widziałam sztuki, która wywołała we mnie takie ciarki na plecach, takie podniecenie, zapatrzenie, zauroczenie. Wszystko żywe, wychodzące ze ściany i takie bliskie takie... Namacalne, salvadorskie, baiańskie. Oko antropologa i ręka artysty. Ale artysty latynosa. Z polotem, charakterem, siłą i energią. Energia. To jest to, co wpłynęło we mnie z jego obrazów rysunków rzeźb. Przed jednym z obrazów stałam jak ciele wpatrzona z jedną tylko myślą: dom będę kiedyś mieć, na brzegu morza,z hamakiem, palmą, pełen ciepła, brazylijskiej magii i uśmiechu, a na ścianie będzie wisiało TO.

Cytat z muralu MAM:
A vida em movimento tem um sonho impossivel de tocar-se com as maos

I to, co on mówi o pracy. Że jest w stanie pracować 14 godzin na dobę. Żeby nie tracić ani chwilii, momentu. I że to znaczy być artystą. Zacięcie, o które ciągle w środku walczę.

Energie we mnie. Mieszają się, kursują, wybuchają, wygasają. Uczucie ekstazy, szczęścia, sukcesu, że sobie radzę, że tu jestem, że wszystko naokoło TAKIE. Z drugiej strony tęsknota, złość, poczucie obcości, samotności, odrzucenia. Zderzają się ze sobą i bum. Rodzi się zaciekłość, że tak właśnie że jeszcze udowodnię sobie i innym... Co tylko? Sama do końca nie wiem. Uczucie zmęczenia i zrezygnowania przemieszane z chęcią poznania i że muszę ciągle więcej, że jeszcze, że coraz mniej czasu. Codzienna mała walka. Że wstanę. Że zrobię dziś to i to. I jeszcze to. I właśnie to. I sama. I dam radę. I wieczorny spokój, kiedy się wgapiam w ocean u moich stóp.

Czy znalazłam to, czego szukałam, to co mnie tu przyciągnęło? Wręcz przeciwnie. To coś jest lata świetlne dalej niż było. Mam w głowie miliard nowych wątpliwości i pytań. I nowe przed sobą wyzwania. I mnóstwo nowych dróg i możliwości do sprawdzenia, przemyślenia, wybierania.
I co o tym myślę?
Myślę sobie, że nigdy nie znajdę. Że całe życie będzie szukaniem, odnajdywaniem nowych wyzwań.
Meczące to. I ekscytujące.
Pytanie, co zrobię dalej.
Dam się rzeczom dziać. To na pewno. I będę się dalej porywać na wiatraki.

2 komentarze:

  1. szkoda ze nie mam karty mastercard żeby zapłacić za resztę...

    OdpowiedzUsuń