“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

niedziela, 31 maja 2009

foi na beira do mar






a, zapomniałam - dostało mi się w sobotę
ale od najlepszych przynajmniej
i przynajmniej zdjęcia są

samba



ulica





zakuty łeb

Po wirtualnie rozmowie z Defem pomyślałam sobie, że warto o tym napisać.
Że ludzie mają tak ograniczone myślenie, czerepy zabite, oczy zamknięte i nos zadarty, aż chce się czasem tym czerepem o ścianę uderzyć wrzeszcząc: "Stary?? co z tobą???"
Przyjeżdżają do "trzeciego świata". Czasem nawet mówią, że robią badania antropologiczne. Mieszkają w apartamencie, chodzą po ulicy nerwowo rozglądając się, kto może ich okraść, nie sikają w publicznej toalecie, bo jest niehigieniczna, robią zakupy w shopping center i mówią: "ach, ależ tu biednie. i wszyscy tacy biedni." A jak się okazuje, że coś nie działa tak jak w ich zachodnim kraju to albo czerwienieją na twarzy i wracają do swojego apartamentu albo walczą natarczywie o swoje prawa, przekonując że ich zachodni zwyczaj jest dużo lepszy. I to ciągłe wartościowanie, porównywanie, przymierzanie i przekonanie że za jakiś czas tu też będzie dobrze i zachodnio.
Gówno.
Ani to lepsze, ani gorsze. Przede wszystkim o 180 stopni w inną stronę, inaczej ukształtowane, czym innym spowodowane i do czego innego prowadzące.
I wystarczy czasem głowę otworzyć, posłuchać trochę tego, co inni mówią, może coś przeczytać, niekoniecznie zachodniego.
Wkurza mnie to z totalnie egoistycznego powodu najbardziej - jak się sto takich zakutych, zachodnich łbów przewali w takiej np Brazylii, to stopierwszy europejczyk który tu przyjeżdża i jest normalny, czuje, je i wydala, to go traktują jak zakuty łeb, ograniczoną w swojej kulturze istotę, z którą nie do końca wiadomo jak postępować, więc lepiej uruchomić mechanizm obronny, wyciągnąć palec i powiedzieć: "o, gringo! ty nic nie rozumiesz i dlatego wyciągasz swój aparat na ulicy".
W następnym poście zamieszczę uliczne zdjęcia. Dużo silnej woli mnie to kosztowało. Więc zdjęcia jeszcze nieśmiałe, próbne. Może jeszcze będzie inna seria.

piątek, 29 maja 2009

jaszczur

w samym centrum miasta zdjęcie zrobione

czwartek, 28 maja 2009

cza cza cza!

Salvador BA, Av. Oceanica, 28.05.2009

niedziela, 24 maja 2009

nie jutro - dziś!

Z kolei inna osoba mi dziś przypomniała pewną złotą myśl : "Nie jutro ale dziś".
Rym był niezamierzony.
To kolejna rzecz, której ciężko się trzymać. Ale warto.
Więc od dziś, na miesiąc przed wyjazdem z Brazylii, robię wszystko dziś, a nie jutro.
Jest całe mnóstwo rzeczy, których nie zobaczyłam, nie doświadczyłam, nie poznałam, nie przeczytałam, nie poczułam. I strasznie jestem na siebie zła z tego powodu. Zostało tak mało czasu...

czwartek, 21 maja 2009

reportersko






campania contra fechamento teatro Gregorio de Mattos...

środa, 20 maja 2009

cel

O tym się najłatwiej zapomina.
Ktoś mi dziś przypomniał - że to podróż jest ważna a nie jej cel. Jesteśmy czasem tak skupieni na tym, co przed nami, że kompletnie nie zauważamy tego, co się dzieje po drodze. Społeczeństwo sukcesu, nastawione na cel, osiągnięcie. Już w szkole mi mówili, że muszę się uczyć, żeby dobrze zdać maturę, żeby się dostać na dobre studia. A nie po to, żeby wiedzieć coś o rewolucji francuskiej i zastanowić się, co to dla mnie znaczy dziś.
Trudno jest, z takim bagażem wychowania, doceniać każdy dzień, minutę robienia nic gapiąc się w morze, przelotną rozmowę z sąsiadem na rogu.
Więc sobie dziś od rana przypominam o tym. I trochę jestem szczęśliwsza i bardziej z Bahia.

wtorek, 19 maja 2009

duas horas de madrugada


Zasypiałam długo podniecona perspektywami nadchodzącego dnia. Obudzona snem.
Koszmarny niepokój. Jedno z tych uczuć... Raczej nie do napisania. A przynajmniej ja nie umiem. Bo są tacy co wszystko opiszą i nie wychodzi im banalnie.
Raczej do namalowania albo sfotografowania. Tu mniejsze ryzyko banalności.
Silny wiatr. Zawsze to uczucie nadchodzących zmian, zachwianej równowagi, CZEGOŚ gdy wieje. Tu tym silniej bo od wiatru morze się wścieka. Jest złe, budzące respekt, potężne.
Herbata imbirowa z miodem.

... Arembepe...





poniedziałek, 11 maja 2009

niedzielne impresje na dzielnicy

...i puszczaliśmy bańki mydlane.
...zamknęliśmy okna...
...schowaliśmy się w domu...
...ale wyszliśmy z tego suchą stopą...
padało...

w amazońskiej dżungli... czyli w lesie na wyspie, ale i tak egzotycznie









niedziela, 10 maja 2009

pracownia Valmira







Salvadorimpresje

od strony oceanu i od strony wieżowców
od strony lądu i od strony Bomfim
od strony śniadaniowej - owoc maomao
i od strony Caribe - kafelki na budynku na Comercio, by Caribe


...czyli sałatka owocowo-warzywna ze zdjęć i Salvador w mgnieniu migawki z kilku perspektyw, aczkolwiek to próbka tylko tego, co tu chłonę, wybór losowy i przypadkowy
Zdecydowanie brakuje zapachów, dźwięków i wiatru od morza i słońca na skórze, może uda mi się złapać to jeszcze w jakiś ujęciach, żebyście mogli poczuć sami...