“But human nature—“ Fuck you. Enough said. Human nature is what we make it, and you know that too, whether or not you want to own up to it—you cowardly excuse-mongering bastards.

niedziela, 22 marca 2009

a tak poza tym, to zakochana...

Stało się. Zakochałam się. Bardzo.
Miałyśmy trudne początki, ale zaczynamy się rozumieć coraz bardziej.
Ma na imię Brazylia. Jest piękna. Żywiołowa.
Dziś pierwszy raz śniła mi się Warszawa i Dworzec Wschodni. Obudziłam się w panice, że jestem już w Polsce. Ale usłyszałam morze rozbijające się o skały za moimi oknami i z ulgą uświadomiłam sobie, że jeszcze nie.
Już nie chce mi się wracać. I już kombinuje, co mogłabym tu robić, żeby zarobić na życie.
Zdaje się, że mam już okres przejściowy za sobą. Przeprowadziłam się do nowego domu, usypia mnie dźwięk fal, rano jem śniadanie z widokiem na morze. Mieszkam pięć sekund schodzenia ze schodów od akademii Nzinga i jakieś dziesięć sekund schodzenia ze schodów od najładniejszej plaży w mieście. Ludzie naokoło życzliwi, sąsiedzcy.
Mam przestój w jakichkolwiek działaniach – zrobiłam sobie krzywdę w stopę, nie bardzo się tym przejmowałam i ćwiczyłam z uszkodzoną stopą dwa dni, więc teraz nie mogę nawet chodzić. Dzień wyjęty z życia w hamaku w domu. A tam mnóstwo spraw do zrobienia i odkrycia.
Poloca wrócił z wojaży i prowadzi treningi – ach ach :) W akademii unosi się pełno mandingi w powietrzu, połączonej w przyjemną miksturę z domową atmosferą, chęcią działania i zmieniania świata. Wszystko, co lubię najbardziej. Było wydarzenie w związku z 8 marca, w przyszłą sobotę rodzinny bazar.
Oprócz tego aule tańców orixas. Z brzuchatym, groźnym i cmokającym z niezadowolenia podczas treningów, a roześmianym szczerze po auli pai do santo. Rusza się niesamowicie, zmienia energię ruchu z niebywałą łatwością, z lekkiej na ciężką, z szybkiej na wolną... A wszystkie te umiejętności skrzętnie ukrywa w swojej mocno ciężkawej posturze. Na pierwszy rzut oka – taki to ot wujaszek z brzuszkiem.
No i od czasu do czasu aula czysto techniczna, stricte capoeirowa, wycieńczająca do stanu kompletnie mokrej koszulki w akademii mestre Boca Rica. I tam piękna, piękna capoeira. Pływająca, wynikająca, dialogująca, unosząca się nad ziemią. I muzyka, jak oni grają na berimbaus. Wszystkiego muszę się uczyć od nowa, droga pod górkę i kamienista...
W międzyczasie ostatnio głównie sprawy z przeprowadzką i zadomawianiem się w nowym miejscu. Kupowanie garnków, kombinowanie łóżka, sprzątanie, urządzanie itd. itp.
Dobrze mi tu. Choć ciągle mam poczucie, że jeszcze za mało wiem, widziałam, robię. I ciągle chcę więcej i wiem, że czas ucieka i mam go coraz mniej. Miesiąc już minął.

2 komentarze: